Powrót


Ciekawe miejsca i górskie szlaki

 

Pop Iwan (2022 m n.p.m) i ruiny Białego słonia

 

Obserwatorium Państwowego Instytutu Meteorologicznego na Popie Iwanie było najwyżej położoną, zamieszkaną budowla II Rzeczpospolitej. Obiekt miał pięć pięter i składał się z 43 pomieszczeń. „Białego słonia”, jak nazywano obserwatorium, wyposażono w najnowocześniejszą jak na owe czasy aparaturę. Znajdowała się tu również placówka straży granicznej.

Budynek ukończono w 1938 r. Rok później, 18 września personel opuścił obserwatorium, wywożąc cenny sprzęt na Węgry. Przez następne lata budynek został kompletnie zdewastowany przez okoliczną ludność, która starała się wynieść stamtąd wszystko co tylko dało się zabrać, wyrwać, czy wyłamać.

Mimo zniszczeń budowla nadal robi ogromne wrażenie. Zachowały się mury zewnętrzne budowli, wewnątrz pozostały jeszcze schody, fragmenty pomieszczeń, instalacji kanalizacyjnych. Nad głównym wejściem widoczne są fragmenty stylizowanego Orła. Niżej znajdują się pozostałości kotłowni z zardzewiałymi piecami centralnego ogrzewania i kaloryferami.

   Orzeł na ścianie obserwatorium...

Wejście i zejście z Popa Iwana zajmuje ok. 8-10 godzin. Czerwony szlak na ten szczyt zaczyna się we wsi Dzembronia. Jadąc od Worochty do Werchowyny, trzeba skręcić w prawo w Ilcach, jest drogowskaz „na Berkut”. Autobusem do Dzembroni dojedziemy z Werchowyny. Jeśli jednak chcemy obrócić w jeden dzień, trzeba zamówić sobie transport w obie strony, taksówka z Werchowyny kosztuje ok. 100 hr (w obie strony). Można tam również dojechać własnym samochodem, ale droga jest bardzo złej jakości. Jeśli decydujemy się jechać autobusem powinniśmy wysiąść w Dzembroni, przy kapliczce, skręcić w prawo, dalej iść drogą, cały czas prosto (około 3 km). Wynajętym transportem dojedziemy do samego szlaku.

Szlak zaczyna się na podwórku jednego z gospodarstw, łatwo je rozpoznać ponieważ wyżej stoi krzyż upamiętniający partyzantów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), a za nim duża tablica informacyjna Karpackiego Parku Narodowego. Przechodzimy przez gospodarstwo, otwierając sobie furtkę. W razie wątpliwości trzeba pytać.

Po półgodzinnym marszu dochodzimy do niewielkiego gospodarstwa z ogrodzonym pastwiskiem. Tu droga się rozwidla. Trzeba skręcić w prawo. Dalej szlak prowadzi przez kolejne ogrodzone pastwiska. Następnie ścieżka biegnie leśną drogą. Kiedy drzewa się kończą, wychodzimy naprzeciw wodospadów. Niezły widok i dobre miejsce na odpoczynek.

Pierwszym szczytem na szlaku jest  Smotrecz (1818 m). Wchodzimy na niego najpierw udeptaną ścieżką, mając z jednej strony panoramę wsi Dzembronia, a z drugiej grzbietów Czarnohory. Przedzierając się przez ponad dwumetrową kosówkę docieramy do charakterystycznych skał. Trzeba skręcić w lewo, tak jak pokazuje czerwona strzałka. Olbrzymie głazy z piaskowca wyznaczają szlak na szczyt Smotrecza.

Ze Smotrecza idziemy dalej połoniną. Drogę wyznacza udeptana ścieżka i pozostałości po ogniskach. Posuwając się w kierunku głównego grzbietu Czarnohory widzimy w kotle doliny ruiny przedwojennego schroniska Akademickiego Zrzeszenia Sportowego (AZS).

Ruiny schroniska.

Dalsza droga prowadzi w pobliżu „Pohanego misca” (nieszczęśliwego miejsca). Jak głosi legenda znajduje się tu grób pasterza zabitego przez piorun i pochowanego bez udziału księdza. Nieszczęsna dusza często daje znać o sobie, nękając pasterzy i turystów gwałtownymi burzami i wichurami. To miejsce nazywane jest też Czarnohorskim Trójkątem Bermudzkim, ponoć nietrudno się tu zgubić. Dla pewności trzeba trzymać się słupków dawnej granicy polsko-czechosłowackiej, które teraz wyznaczają szlak na sam szczyt. Granica biegła m.in. grzbietem Czarnohory od Howerli do Popa Iwana. W okresie międzywojennym często toczyły się tu walki między polską strażą graniczną a bojówkami Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), wspieranymi przez wywiad czechosłowacki. Do dziś zachowały się nagrobki poległych strażników granicznych w Żabiem (Werchowynie).

Idąc dalej wzdłuż dawnej granicy dochodzimy do kamiennych murów Obserwatorium. To znaczy, że dotarliśmy na szczyt.  Wracać możemy tą samą trasą.

           

Szlak można polecić turystom przygotowanym do górskich wędrówek w trudnym terenie. Osoby z mniejszym doświadczeniem, ale przygotowane kondycyjnie powinny skorzystać z usług przewodnika. Warto również wcześniej zadbać o powrót na kwaterę i zamówić sobie transport, ponieważ wieczorem nie można liczyć na żadną komunikację. Na nocleg można zatrzymać się w Dzembroni, trzeba wcześniej popytać miejscowych.

Charakterystyczny głaz z piaskowca.     Na szlaku.   

 

Słupki wyznaczające dawną granicę polsko-czechosłowacką.     Nagrobki poległych polskich strażników granicznych na cmentarzu w Żabie.

Howerla

Howerla (2061 m npm) jest najwyższym szczytem Karpat ukraińskich. Najprostsza droga na szczyt wiedzie od schroniska Zaroślak. Najpierw jednak trzeba do niego dojechać. Jadąc samochodem od Worochty w kierunku Werchowyny, trzeba skręcić w prawo, tuż za tą pierwszą miejscowością, tak jak pokazuje drogowskaz („Na Gowerlu”).  Po kilku kilometrach dojeżdżamy do szlabanu, za którym zaczyna się Karpacki Rezerwat Państwowy. Trzeba zapłacić za wjazd 2 hr od osoby, podać numer samochodu i można dalej jechać do samego Zaroślaka. Trzeba jednak uważać na doły i wystające kamienie. Do Zaroślaka nie kursują żadne autobusy. Z Worochty lub Werchowyny można dojechać taksówką (ok. 50 hr) w jedną stronę lub stopem, w powrotnej drodze można poprosić o podwiezienie np. kierowcę autokaru wycieczkowego.

Czerwony szlak na Howerlę jest dobrze oznakowany. Od kapliczki ruszamy prosto, tak jak pokazuje strzałka. Najpierw idziemy świerkowym lasem wzdłuż Prutu, który ma tu swoje źródła. Po ok. 40. minutach docieramy do pierwszego słupka dawnej granicy, odtąd będą one wyznaczać szlak. Dochodzimy do skraju połoniny, przeprawiamy się przez kosodrzewinę dochodząc do Małej Howerli. A potem jeszcze ostra wspinaczka na główny szczyt.

Ten najwyższy szczyt Ukrainy jest dla Ukraińców symbolem narodowym. Wiele osób uważa zdobycie go za swój narodowy obowiązek. Nie bez powodu jednak nazwę szczytu tłumaczy się z rumuńskiego jako hovirla, czyli „trudne do przejścia”, wielu niedzielnych turystów dociera tu niemal na czworakach lub rezygnuje. Wejście na Howerlę było przed Pomarańczową Rewolucją formą deklaracji polityczno-ideowej. Od kilku lat corocznie wspinają się tam grupy zwolenników „Naszej Ukrainy” z Wiktorem Juszczenką na czele. Nagrodą za wejście na szczyt jest wspaniała panorama Karpat ukraińskich i rumuńskich. Czas wędrówki ok. 5 godz. Wskazane jest pewne przygotowanie kondycyjne. Nie ma natomiast potrzeby korzystania z usług przewodnika.

  

Jezioro Niesamowite

Z Zaroślaka dojdziemy również do polodowcowego jeziora Niesamowitego. Za kapliczką skręcamy w lewo i przechodzimy przez most na Prucie. Dalej nieoznaczony szlak prowadzi starą drogą, wybudowaną jeszcze przez Austriaków. Po prawej stronie mijamy stację meteorologiczną. Od tego miejsca droga przechodzi w ścieżkę, która zakręca tak, ze po prawej stronie mamy szczyty Czarnohory. Idziemy przez las dochodząc do wodospadów (po lewej stronie), warto się tu zatrzymać na chwilę, ze względu na widoki. Dalej las się kończy, idąc ścieżką, skręcamy stromo pod górę. Przechodzimy przez gęsto rosnącą kosodrzewinę i idąc lekko pod górę dochodzimy do jeziora.

Polodowcowe jezioro Niesamowite o długości 80 m i szerokości 45 m znajduje się na wysokości 1750 m npm., u stóp szczytu Turkuł (1933 m npm). Nie wiadomo dlaczego je tak nazwano, być może ze względu na niezwykłą sino-niebieską barwę wody. Jest to popularne miejsce na biwak. Wrócić możemy przez połoniny: Maryszewską i Pożyżewską. Nie trzeba schodzić do lasu, lecz iść ścieżką wzdłuż pasma Czarnohory, mając je po lewej ręce. Idziemy udeptaną ścieżką m.in. przez gęsto porośniętą kosodrzewinę. Dalej schodzimy w dół do drogi prowadzącej do Zaroślaka. Czas marszu ok. 6 godz. Trasa wymaga przygotowania kondycyjnego. Osoby niedoświadczone powinny skorzystać z usług przewodnika.

 Jezioro Niesamowite.

Pisany kamień

W sercu Huculszczyzny

 „Wysoko ponad przełomem Czeremoszu, w Jasienowie jest góra, wielka połonina Pisany Kamień. Z daleka już wygląda jak potężny kopiec zielony, w kształt ostrosłupa równomiernie usypany, płaszczem lasów czarnych u stóp okryty. A na szczycie połoniny jest wielka skała, niewidoczna z doliny Czeremoszu, znakami, czy też napisami dziwnymi pokryta, wzdłuż równomiernie pęknięta, czy rozcięta, jak sarkofag wiekiem przywalony, ze szczeliną w środku jakby z wejściem U podstawy otacza skałę miękka, bujna trawa. Jak straż tulą się do sarkofagu, wyrosłe w zależności od prądów wichrowych, wielkie chojary lub małe skarłowaciałe smereki. Obok rosną liczne kwiaty: krwawniki i storczyki”. (1).

Droga na Pisany Kamień    Pisany Kamień - napisy.   Widok z Pisanego Kamienia

Na Pisany Kamień wyruszamy z Bukowca, położonego na przełęczy o tej samej nazwie. Dojedziemy tu autobusem z Werchowyny (ok. 15 km), jadącym do Kosowa lub Kołomyi. Od przystanku autobusowego trzeba iść pod górę szeroką polną drogą. Za małym cmentarzem, z równie niewielką drewnianą cerkiewką skręca ona w lewo, opasając wzgórze dokoła. Trzeba iść drogą ok. 15 minut, po czym skręcić w prawo, w pierwszą dróżkę, która ostro wspina się ku górze. Na górze, dokąd dochodzi ścieżka skręcamy w lewo, a dalej już prosto drogą ku wzgórzu.

Idziemy ścieżką, przechodząc przez płoty ogradzające pastwiska. Mijamy starą huculską chatę, wciąż zamieszkałą. Można tam wejść, zapytać o drogę. Droga dochodzi do krzyża. Na starych kamiennych fundamentach stoi teraz metalowy krucyfiks. Trudno określić jego wiek, czas i przyroda zatarły napisy. Od krzyża ruszamy ścieżką pod górę. Na szczycie droga biegnie prosto, można skręcić w prawo, stromo pod górę, by po kilkunastu minutach znaleźć się na połoninie, skąd mamy piękne widoki.

Z połoniny trzeba zejść lasem do drogi. Stąd jeszcze kawałek prosto pod górę, przed wejściem do lasu będzie stałą tablica z napisem: „chroń przyrodę Karpat”. Trzeba iść prosto pod górę. W lesie na małej polance droga się rozwidla, trzeba skręcić w lewo. Stąd jeszcze tylko kilkaset metrów. Szczyt będzie widoczny po prawej stronie. Dochodzi do niego ścieżka.

Na szczycie z lasu wyłania się olbrzymia skała w kształcie wydłużonego kopca, przekrojona na dwie części wąskim przesmykiem. Dolne partie są pomazane całkiem współczesnymi napisami, u góry umieszczono obraz Matki Boskiej. Trzeba pójść dalej, wzdłuż skały, przez małą łąkę, gęsto porośniętą krzakami czarnych jagód. Jeśli dobrze się przyjrzymy zobaczymy wyryte łacińskie litery, serca, którymi bezimienni mężczyźni na początku XX wieku zapewniali o swej miłości Anny, Aldony, Maryle. Jeśli odejdziemy trochę dalej od skały, zobaczymy u góry wykuty napis ku czci Marszałka Piłsudskiego. Jego autorami, podobnie jak wielu innych tu widocznych, byli saperzy, stacjonujący w tych okolicach w okresie międzywojennym.

Według legendy Pisany Kamień to kurhan, kopiec ludzką ręką usypany, w którym spoczął w złotej zbroi sam ojciec królów całego świata. A ogromna skała to sarkofag. Jak głosi legenda, rody królewskie wywodzą się stąd, z Werchowyny, czyli z gór. Tu u zarania dziejów ludzkości – w pierwowieku narodził potężny ród olbrzymów-bojowników - Wielitowie. Z czasem rozeszli się oni po świecie, zakładając królestwa, budując miasta i zamki. Gdy umierał ojciec królów trembita wezwała ich wszystkich z powrotem na Werchowynę. Gdy umarł król, inni Wielitowie legli obok niego, na kurchanie, który sami usypali, zadając sobie śmierć. Zostały dzieci, które rozeszły się po górach, stając się gazdami. Wieść o pochodzeniu Hucułów od królewskiego rodu Wielitów była owiana tajemnicą. Tylko starzy gazdowie, przed odejściem z tego świata przekazywali ją najstarszym synom.

Z Pisanego Kamienia do Bukowca wracamy tą samą drogą. Dochodząc do pierwszych zabudowań można skręcić w lewo w kierunku widocznej na dole drogi. Przechodząc przez podwórka wyjdziemy na szosę w połowie drogi między Bukowcem i Jasieniowem.

Po wyjściu z lasu widoczny jest po lewej stronie cały pas Czarnohory: od Howerli i Pietrosa po Popa Iwana. Po prawej mamy Beskidy Pokuckie i drogę do Kołomyi.

Szlak nie jest oznaczony, w razie wątpliwości można pytać o drogę. Trasa nie jest trudna, zajmuje około 4-5 godzin w obie strony.

 

(1). Stanisław Vincenz: Na wysokiej połoninie. Prawda Starowieku. Wydawnictwo Pogranicze.

 

Muzeum Romana Kumłyka w Werchowynie

Poznawanie Huculszczyzny najlepiej zacząć od wizyty u Romana Kumłyka. Pan Roman jest muzykiem, kierownikiem huculskiej kapeli Czeremosz, która dobrze znana jest rónież w Polsce. Ponadto Roman Kumłyk jest założycielem i właścicielem prywatnego muzeum huculskiego. Będąc obejrzymy eksponaty, takie jak instrumenty muzyczne, stroje, przedmioty codziennego użytku, pochodzące nawet z XVIII w, portrety, stare fotografie. Wysłuchamy historii niektórych eksponatów. Pan Roman znakomitą polszczyzną opowie nam o dziejach Huculszczyzny, zagra na trembicie, cymbałach, dudach i innych instrumentach. Muzeum czynne jest, gdy gospodarz jest w domu, można umówić się telefonicznie: (00380 – 34-32) 2 17 44. Gospodarz nie sprzedaje biletów, ale wypada zostawić parę groszy. Muzeum znajduje się w prywatnym (białym, jednopiętrowym) domu, za centrum miejscowości, idąc drogą na Kosów po lewej stronie, na wzgórzu. Najlepiej zapytać kogoś o drogę. Adres: ul. Iwana Franki 35, Werchowyna.

Muzeum Romana Kumłyka.   

Muzeum Huculskie w Ilcach

Muzeum istnieje już tylko w pamięci mieszkańców Huculsczyzny, czy też w literaturze wspomnieniowej. Warto jednak wspomnieć o nim, ze względu na niezwykłość tej placówki. Na początku lat trzydziestych XX w. z inicjatywy wójta Żabie powstaje Towarzystwo Przyjaciół Huculszczyzny, na jego czele staje generał Tadeusz Kasprzycki. Dzięki m.in. staraniom generała 18 września 1938 r. zostaje otwarte muzeum Huculskie w Ilcach. W czteropiętrowym gmachu z kamienia i cegły zgromadzono ok. 5 tys. eksponatów. Budynek był bardzo nowoczesny, miał wodociąg, centralne ogrzewanie i kanalizację.

Muzeum zbudowane niemal w tym samym czasie co obserwatorium astronomiczne na Popie Iwanie, podzieliło jego losy. Po wkroczeniu wojsk sowieckich budynek zajęli żołnierze. W okresie bezkrólewia, tj. między ucieczką sowietów, a wkroczeniem wojsk niemieckich miejscowa ludność rozkradła eksponaty. Później w 1944 r. partyzanci UPA próbowali spalić budynek, aby nie dostał się w ręce sowieckie, ale spłonął jedynie dach. W końcu władze sowieckie rozebrały budowlę, aby kamień i cegły wykorzystać na budowę gmachu rajkomu (siedziba władz lokalnych). Rajkom powstał w centrum na miejscu cerkwi greko-katolickiej, którą nowe władze wyburzyły. Budynek stał w miejscu, gdzie dziś znajduje się stacja benzynowa, przy skrzyżowaniu z drogą na Berkut.

 

Makowica (988 m. npm) – wejście z Jaremczy

4-5 godzinna trasa spacerowa o małym stopniu trudności. Atrakcja są ładne widoki na Jaremcze, Gorgany i Czarnohorę, a także stuletni las bukowy i pozostałości węgierskich okopów z II wojny światowej.

Wyruszając z Jaremczy idziemy drogą w kierunku wodospadów, mijamy most na Prucie, po drugiej stronie jezdni jest zalesione wzniesienie, wchodzimy w las, stromym, ale krótkim podejściem pod górę. Następnie idziemy ścieżką przez las, mając po lewej stronie widok na Jaremcze. Po prawej stronie widoczne resztki okopów. Idziemy cały czas drogą prosto, z tyłu będziemy mieli widok na Gorgany. Po lewej stronie będzie Jaremcza, a po prawej luźno rozrzucone domostwa. Droga zaprowadzi nas na sam szczyt, na którym znajduje się krzyż. Warto przejść jeszcze kawałek, ponieważ kilkadziesiąt metrów dalej – na wprost krzyża, będzie ładny widok na Czarnohorę, Prut i miejscowość Mikuliczyn. Wracamy tą samą drogą, ale możemy też skręcić na samym początku lasu w prawo i iść w dół ścieżką przez las bukowy. Dojdziemy do domostw, trzeba przejść przez podwórka, a następnie mostem wiszącym, wyjdziemy na drogę, na drugim końcu Jaremczy.

 Widok z Makowicy.

 Wodospady na Prucie i jarmark huculski w Jaremczy

Wodospady są ulubionym miejscem spacerowym turystów odpoczywających w Jaremczy. Widoki możemy podziwiać z mostu przerzuconego na drugi brzeg Prutu. Jarmark znajduje się tuż za nim. Można tu kupić m.in. huculskie wyszywane koszule, wyroby z drewna, serwetki, obrusy, suszone grzyby. Między ciekawymi wyrobami jest tez sporo zwyczajnej tandety. Ceny na ogół są dość niskie.

Jarmark składa się z dwóch części. Pierwsza znajduje się tuż przed mostem na Prucie, po obu stronach ulicy. Aby dojść do drugiej części i do wodospadów trzeba przejść przez most i iść jezdnią wzdłuż torów kolejowych. Następnie trzeba przejść przez tory i iść prosto ok. 100 metrów. Po drodze mijamy karczmę: „Grażda” i restauracje „Huculszczyzna”, obie warte odwiedzenia.

       

Szanowny Czytelniku!!!

Jeśli masz swoje ulubione ścieżki i miejsca w Karpatach Ukraińskich napisz o nich i wyślij na adres: allpress@pro.onet.pl


 Powrót